wtorek, 2 września 2014, imieniny: Juliana, Stefana       polski english
Na stronie   Na Google

Legendy o Węgrowie
2007-10-29

 

leg



O tajemniczym lustrze mistrza Twardowskiego


W zakrystii Bazyliki Mniejszej znajduje się osobliwe metalowe zwierciadło. Na dużych czarnych ramach, w które jest oprawione znajduje się napis łaciński: „Bawił tym zwierciadłem Twardowski wykonując magiczne sztuki, teraz narzędzie zabawy zostało przeznaczone na służbę Bogu.


Lustro to, owiane szeregiem legend, jest do dziś uważane przez wielu za „czarnoksięskie” i przynosi zarówno Kościołowi, jak i samemu miastu sławę w kraju, a także i za granicą. Oto niektóre z tych przypowieści.




Lustro wywołujące duchy


leg2Po śmierci ukochanej żony, Barbary Radziwiłłówny, król Zygmunt August długo przebywał w głębokim smutku. Chcąc, choć przez chwilę ujrzeć swą byłą żonę, wymógł na znanym wówczas alchemiku i czarnoksiężniku Twardowskim, aby wywołał jej ducha z zaświatów. Jak głosili niektórzy dworzanie, stało się to w pewną zimową noc w 1569 r. na Zamku Warszawskim. Po wydarzeniu tym władca wpadł w jeszcze większy smutek i melancholię, chciał znów ujrzeć Barbarę i pragnął, by czarnoksiężnik zrobił to jak najszybciej. Twardowski jednak odmawiał. W trzy lata później król zdecydował się na podróż. Namówił do niej Twardowskiego. Droga z Krakowa do Knyszyna wiodła przez Węgrów. Tu zatrzymano się na nocleg, tutaj też król Zygmunt ponowił, tym razem w sposób kategoryczny żądanie, że pragnie znów ujrzeć Barbarę. Twardowski dał się uprosić, postawił jednak warunek - że gdy król ujrzy zmarłą, to w żaden sposób nie może zbliżyć się do zjawy ani nie może do niej mówić i jej dotykać. Powiedział królowi, że gdy zrobi inaczej, dosięgnie ich obu niebawem niechybna śmierć.


Wybiła północ, po wymówieniu zaklęć przez Twardowskiego pojawił się duch Barbary. Wzruszony król zapomniał o ostrzeżeniach, powstał z fotela i podszedł do zjawy, by ją ucałować. Gdy ją dotknął, Barbara znikła. Rozległ się krzyk przerażenia i hałas. To pękło lustro, z którego korzystał Twardowski do wywołania ducha Barbary.


W pękniętym zwierciadle świadkowie tego niesamowitego wydarzenia ujrzeli straszny wizerunek diabła. Następnego dnia król opuścił Węgrów i po kilku dniach dotarł do Knyszyna. Tu sprawdziła się klątwa Twardowskiego. Król wkrótce zmarł, a Twardowski przepadł bez śladu.




Lustro uzdrawiające chorych


Kolejna legenda umieszcza lustro i jego właściciela w podwęgrowskiej wsi Jartypory. Mieszkał tu Twardowski w małej chacie, za towarzysza mając jedynie olbrzymiego czarnego psa o przeraźliwych ślepiach. Twardowski żył na uboczu, nikt go nie odwiedzał ani sam nie chodził do nikogo w gościnę.


Pewnego razu w leśnym torfowisku utonęła mała dziewczynka. Rozpaczającą rodzinę odwiedził wówczas czarnoksiężnik. Po odmówieniu przez niego niezrozumiałych dla postronnych zaklęć, dziecko ożyło.


Od tego momentu Twardowski leczył wielu ludzi, zabierając śmierci niedoszłe ofiary. Stał się znany na całą okolicę. Pewnego wieczoru odwiedził go sam Krasiński, właściciel Węgrowa. Błagał Twardowskiego, by ten ratował jego umierające dziecko. Czarnoksiężnik wziął na ręce nieprzytomnego chłopca i zniknął we wnętrzu chaty. Po kilku chwilach rozległ się huk na całą wieś, buchnął dym i zalśniło w całym domostwie.. Przerażony ojciec wbiegł do chaty. W izbie nie było już nikogo, tylko w kącie na wilczej skórze leżał zdrowy chłopczyk, obok zaś niego ciężkie, lśniące, popękane lustro.


Uradowany Krasiński na pamiątkę tego niebywałego zdarzenia kazał naprawić owo lustro i oprawić w nowe ramy, ofiarowując je niebawem węgrowskiemu kościołowi farnemu. Twardowskiego już we wsi nie widziano. Przepadł jak kamień w wodę. Ludzie mawiali później, że Twardowski był zaprzedany złym mocom. Oddał on im swą duszę w zamian za moc uzdrawiania, w końcu piekło miało się o niego upomnieć.




Lustro ukazujące przyszłość


Jeszcze inne przekazy podają, że każdy, kto chuchnął w lustro, a następnie wpatrywał się w nie, widział swą przyszłość. W XIX wieku, według niektórych przekazów lustro miało znajdować się w posiadaniu Ronkierów, mających swój majątek w okolicach wsi Korytnica. Był to czas narodowych powstań, gdy społeczeństwo polskie podejmowało bohaterskie wysiłki zmierzające do odzyskania niepodległości.


leg5Pewnej nocy na dworze Ronkierów pojawił się nieoczekiwany gość. Był to przyjaciel dziedzica ścigany za działalność spiskową przez wojska carskie. Pragnął tu chwilę odpocząć. Jego oddział był już rozbity, a jego godziny wydawały się być już policzone. Bał się, że osieroci najbliższych i za chwilę zostanie zgładzony przez wojska cara. Właściciel majątku, pocieszał swojego przyjaciela by nie tracił nadziei, że może za chwilę dowiedzieć się swojej przyszłości. Zdziwiony powstaniec nic nie rozumiał. Ronkier wyjaśnił, że posiada lustro, z którego można odczytać przyszłość. Przyniesiono lustro i młodzieniec natychmiast się w nim przejrzał. Zdziwiony był bardzo, bo ujrzał starca z siwą, długą brodą. I rzeczywiście tak się stało, choć powstaniec nie uniknął aresztowania i zsyłki na Sybir, nie zginął. Wrócił do kraju i dożył późnej starości.


Są i współczesne przekazy na temat niespotykanych właściwości lustra. Gdy odwiedzała Węgrów grupa studentów, jedna z dziewcząt koniecznie chciała przejrzeć się w lustrze. Ponieważ na upór kobiety nie ma lekarstwa, uczyniła to. Miała zobaczyć kratę. Wkrótce nadszedł grudzień 1981 roku i wielu młodych, odważnych ludzi zostało internowanych. Lustro nie kłamało, zapowiadało nieszczęście i uwięzienie.


Dlatego warto postawić sobie pytanie, czy jest sens przejrzeć się w lustrze mistrza Twardowskiego? Czy naprawdę zawsze warto wiedzieć, co nas czeka?




O anielskich chórach i dręczonej przez demony niewieście


W dawnym Węgrowie miały miejsce dziwne, niezrozumiałe przez mieszkańców Miasta, wydarzenia. Oto dwa z nich, które wydarzyły się przed trzema wiekami. W tym czasie w naszym mieście mieszkało kilka tysięcy Żydów. Trudnili się oni przede wszystkim rzemiosłem i handlem. Większość ich domostw znajdowała się w zachodniej części Węgrowa, tworząc tym samym swoistą dzielnicę żydowską. Przy trakcie warszawskim uwagę podróżujących zwracała duża karczma, której właścicielem był Żyd - Kalman. Nie brakowało w niej nigdy dobrego napitku, stała otworem do późnej nocy, a że karczmarz dbał o gości, znana była na całą okolicę. Za sprawą tajemniczych wydarzeń miało stać się o niej jeszcze głośniej. Oto bowiem przebywający w karczmie, słyszeli niezwykłe dźwięki wychodzące jakby spod ziemi. Początkowo nie przywiązywano do tego większej wagi. Pewnie ci słyszą, którzy parę garnców piwa wypiją - tak mawiali złośliwi, ale zmienili zdanie, gdy sami się tam udali i na miejscu usłyszeli niezwykłe dźwięki. Miejscowi zaś nazwali je melodią chórów anielskich. Niezrozumiałe to było długo dla węgrowian. Z czasem znaleziono wytłumaczenie tego faktu. Najstarsi mieszkańcy przypomnieli sobie, że w miejscu, gdzie była karczma, stał kiedyś kościółek pod wezwaniem świętej Barbary. Podczas najazdu szwedzkiego świątynia spłonęła, a na pokościelnych gruntach osiedlili się Żydzi. Aby uświęcić miejsce po dawnym kościele, postanowiono nieopodal wznieść kamienny krzyż. Wkrótce to uczyniono, ale odtąd już nikt nie usłyszał „anielskich chórów”


Inne wydarzenie miało miejsce w 1725 r. w węgrowskim klasztorze. Podczas pobytu w tym kościele, Mariana Olędzka, została opętana przez groźne duchy. Demony te tak strasznie dokuczały nieszczęśliwej niewieście, że jak pisano w ówczesnych kronikach, „drżała ona przed świętymi słowami, dostawała drgawek, a nawet jej części ciała w jakiś niezwykły sposób oddzielały się”. Tylko długotrwałe egzorcyzmy zakonników uratowały udręczoną kobietę od nieszczęścia i uchroniły od demonów. Po zwycięstwie księży nad duchami nieczystymi, więcej w mieście o podobnym przypadku nie słyszano.




O wybudowanej przez jeden dzień świątyni


Spośród kościołów węgrowskich najrzadziej odwiedzaną przez mieszkańców miasta jest kaplica na cmentarzu ewangelickim. Z niewielkim tym kościółkiem związana jest kolejna opowieść.


leg4
W XVII wieku w Węgrowie mieszkało kilkadziesiąt rodzin luterańskich. W małym drewnianym kościółku spotykali się na modlitwach i uroczystościach religijnych. W 1676 r. świątynia spłonęła. Gdy postanowiono ją odbudować, napotkano na przeszkody, głównie ze strony nieprzychylnego protestantom biskupa łuckiego.


Sprawa stała się na tyle głośna, że poruszyła przedstawicieli znamienitych rodów z właścicielami Węgrowa, Krasińskimi, włącznie. Pod ich zwłaszcza wpływem biskup ugiął się i zgodził się na wybudowanie nowej kaplicy. Postawił jednak warunek: Świątynia ma stanąć w ciągu 24 godzin. Wówczas to wielu ewangelików zwątpiło. Domu nie da rady postawić w tak krótkim czasie a co dopiero mówić o kościele? Na szczęśćcie nie wszyscy poddali się takim nastrojom, znaleźli się tacy, którzy uznali, że są w stanie warunek przez biskupa spełnić. Szybko sporządzili plan budowy, obrobili drewniany budulec i dopasowali. Gdy w oznaczonym terminie przystąpili do stawiania budowli, praca okazała się łatwa, wystarczyło złożyć tylko elementy. W taki niemożliwy sposób, jak sądzono, warunek został dotrzymany - kościół został wybudowany w przeciągu jednej doby.


Wybudowany w niecodziennych okolicznościach kościółek stoi po dzień dzisiejszy, a tempa budowy nie powstydziliby się na pewno i współcześni budowlani Węgrowa.




O podziemnym korytarzu


leg3Niedaleko Węgrowa, przy drodze w kierunku do Warszawy, znajduje się Liw - związany z Węgrowem dziejami, tradycją i ”¦ podziemnym przejściem łączącym obie miejscowości. Według starych podań, klasztor węgrowski był połączony podziemnym korytarzem z basztą liwskiego zamku.


Dawni mieszkańcy Węgrowa ośmielali się wchodzić do podziemnego korytarza. Wędrówka okazywała się jednak trudna, w lochu było duszno a nadwątlone stropy groziły zawaleniem. Dlatego po przejściu kilkudziesięciu metrów wracano. Również od liwskiej strony próbowano szczęścia.


Nie brakowało śmiałków, którzy zagłębiali się w mroczne lochy. Pewnego razu, jeden z nich przeszedł już znaczną odległość. Nieoczekiwanie napotkał śpiącego diabła, który przebudzony zaczął za nim biec i rzucać kamieniami. Jeden z takich kamieni leży obecnie na dziedzińcu liwskiego zamku. To wydarzenie skutecznie odstraszyło poszukiwaczy przygód i zwolenników mocnych wrażeń. Ponieważ nie słychać obecnie, aby ktoś teraz podjął próbę wyjaśniania tajemnic podziemnego lochu.





Ilustracje: Roman Postek
Tekst: Na podstawie książki Jana Mielniczka, O Mistrzu Twardowskim i Żółtej Damie. Legendy Węgrowa i okolic. Węgrów 1991 r.

pobierz całą książkę: Jan Mielniczek: "O Mistrzu Twardowskim i Żółtej Damie. Legendy Węgrowa i okolic". Węgrów 2012 r.
     
   
  
#

Zapisz się do newslettera





BIP Wrota Węgrowa
Created by NPC Wszelkie prawa do materiałów zawartych na stronie zastrzeżone.